Analiza · Makroekonomia
Inflacja spada — ale czy Państwa koszyk też tanieje?
Główny wskaźnik CPI schodzi poniżej 4%, lecz w sklepach nie zawsze to widać. Skąd ta rozbieżność?
Gdy Główny Urząd Statystyczny publikuje miesięczny odczyt inflacji, media nagłaśniają jedną liczbę: ogólny wskaźnik CPI. W lutym 2024 roku wyniósł on 2,8% rok do roku — najniżej od trzech lat. Dziennikarze ogłaszają powrót do normalności, politycy mówią o sukcesie. Tymczasem w piątkowych kolejkach do kas supermarketów słychać inne głosy: ceny dalej idą w górę. Kto ma rację? Oboje — i właśnie to jest sedno problemu.
CPI to średnia ważona oparta na tzw. koszyku statystycznym, który GUS aktualizuje raz w roku. Koszyk zawiera setki pozycji — od czynszu i paliwa, przez usługi fryzjerskie, aż po bilety do kina. Wagi poszczególnych kategorii odzwierciedlają strukturę wydatków przeciętnego polskiego gospodarstwa domowego. Ale przeciętne gospodarstwo to abstrakcja. Rodzina z trójką dzieci kupuje głównie żywność i płaci za energię; student wynajmuje kawalerkę i płaci za internet; emeryt wydaje dużo na leki i ogrzewanie.
Kiedy ceny żywności rosną o 6%, a ceny elektroniki spadają o 8%, ogólna inflacja może wyglądać spokojnie — choć dla rodziny, która nie planuje zakupu telewizora, spokój jest pozorny. Właśnie dlatego ekonomiści coraz częściej mówią o inflacji „odczuwanej” versus inflacji „mierzonej”. Nie są to dwie różne liczby — to dwa różne pytania: jaka jest średnia zmiana cen w całej gospodarce kontra jaka jest zmiana kosztów życia dla konkretnej osoby.
Co z tego wynika praktycznie? Kiedy słyszą Państwo, że inflacja spada, warto zapytać: spada w stosunku do jakiego koszyka? Jeśli Państwa wydatki skupiają się na żywności i energii — kategoriach, które w 2022 i 2023 roku drożały najszybciej i nie staniały proporcjonalnie — CPI może być dla Państwa mniej miarodajny niż dla osoby, której budżet jest bardziej zróżnicowany. To nie jest powód do paniki, ale powód do świadomego czytania danych.
